6 paź 2008

Instrukcja obsługi

tradycyjna japońska toaleta to dziura w ziemii. coś jak w pięciu stawach.
nie każdy potrafi uzywać toalety w stylu zachodnim.



Tokyo Metro


To nie jest żart. Na prawdę było tak napisane.


Tokyo Metro


Tokyo Metro


9 sie 2008

trans

w zeszłym tygodniu chodzila po tokio plotka, jakoby miało nastąpić największe trzęsienie ziemii od 100 lat, a właściwie od 85. jak wiadomo, plotki tego typu nigdy się nie sprawdzają (to samo było przecież z końcem świata parę lat temu), ale jakoś siłą rzeczy człowiek zaczyna myśleć o nadchodzącej śmierci. nie powiem, żeby myśl taka wzbudzała we mnie jakiś szczególny spokój. z wielkim smutkiem zdałam sobie sprawę, że umarłabym w kilka dni po spełnieniu swojego największego marzenia. bo ze spełniającymi się marzeniami jest tak, że wyobrażenia na ich temat przewyższają efekty. 
nie to, żeby podróż koleją transsyberyjską a potem promem do japonii była jakoś szczególnie nudna. miło było pomyśleć sobie, że oto podróżuję tak, jak to się robiło na przykład 100 lat temu. ale że jednak jestem pół polką, to muszę sobie ponarzekać. no bo jak już cofać się w czasie, to albo jechać salonką, mieć kilka pokoi, biblioteczkę, barek, fotele, stoły z koronkowymi serwetami i pokojówkę, albo jak sybiracy w bydlęcym wagonie wywożeni do kołchozów. a my tymczasem cupe, 2 klasa, śniadania i obiady wliczone w cenę biletu, ale szampana i ostryg to już nam pożałowali. pijani rosjanie owszem, byli, ale jakoś nikt nas do picia wódki nie zmuszał. baby na stacjach częściej sprzedawały lody niż wędzone ryby, a na ogórki małosolne chyba ze 4 dni czekaliśmy. ani razu nie zostaliśmy na stacji, mało tego, nawet nie było nam dane wskakiwać do jadącego pociągu! żadnych rozbojów, żadnego morderstwa w orient expressie, nikt nikomu nawet w morde nie dał. widoczki owszem, ładne, ale dopiero od krasnojarska. 
prom trochę lepiej, przynajmniej był basen, klub nocny, klub dzienny i restauracja osobno. wszystkich obcokrajowców (nie rosjan) posadzili przy osobnym stoliku więc chcąc nie chcąc, trzeba bylo się zakolegować. mili oni, niektórzy nawet ciekawi - para holendrów w wieku między 60tym a 70tym rokiem życia, która przejechała swoim bmw czy innym mercedesem cała europę i azję. ale żeby od razu przyjaźń na całe życie?
jedno wielkie rozczarowanie. tak to właśnie jest, jak polakowi się spełni marzenie.

18 maj 2008

weselisko

znów byłam na okinawie, tym razem na weselu. styl japońsko-kiczowato-amerykański. panna młoda przebrana za królewnę i pan młody w białym fraku ślubowali sobie wierność i że się nie opuszczą aż do śmierci w wynajętej, sztucznej kaplicy w hotelu przed panem przebranym za księdza. potem podpisywanie aktu ślubu wielkim, sztucznum, gęsim piórem. wesele trwało dwie i pół godziny, prawie wszyscy wyszli trzeźwi, za to bardzo wzruszeni. państwo młodzi raz się przebrali w psrokate, kiczowate kimona, potem znów suknia i frak. kiedy kroili sztuczny tort, wokół pojawił się biały dym, a ludzie klękali (żeby zrobić z bliska zdjęcia). do tego występy na scenie (w tym mój), toasty i przemówienia. wszyscy płakali. niestety, łącznie ze mną.

ps. w tytule jest chyba link do zdjęć...

19 kwi 2008

szpital 2(?)

na oddział, na którym leży mój dziadek doszło kilku nowych lekarzy. wśród nich jeden biały. i co się okazało? oczywiście, że jest polakiem! spotykam go, kiedy w wolnych chwilach wpada do dziadka, żeby pogadać po polsku.
oto, czego dowiedziałam się od polskiego pana doktora:
nowoczesna medycyna japońska jest mieszanką sprowadzonej z europy przez cesarza meiji medycyny angielskiej (skupiającej się wówczas na epidemiologii i bardziej na chronieniu społeczeństwa przed chorobami lub ich skutkami, niż na leczeniu jednostek) i medycyny niemieckiej (skupiającej się właśnie na jednostkach chorobowych i próbującej zapobiegać przyczynom). do tej mieszanki dochodzą jeszcze elementy medycyny chińskiej w łagodniejszej niż w chinach wersji. dwa główne uniwersytety z wydziałami medycznymi pozostają do dziś pod wpływami, odpowiednio: dawnego podejścia niemieckiego - Tokyo University oraz dawnego podejścia angielskiego - Keio University. na nieszczęście, szpital w którym leży mój dziadek jest związany z Uniwersytetem Keio i z tego chyba wynika niedbałość u tamtejszych lekarzy, o której już pisałam. natomiast pielęgniarki są świetnie wyszkolone.
polski pan doktor opowiadał o podejściu swoich japońskich kolegów. "toriaezu jatte mimasho". oznacza to podejmowanie działania bez zastanowienia, byleby coś robić. Z takim podejściem spotyka się chyba każdy pacjent, który w japonii pójdzie do lekarza choćby z lekkim przeziębieniem. po pobieżnych oględzinach, lekarz w każdym razie, bez zastanowienia zapisze nam antybiotyk. na każde schorzenie. mimo, że czasem wystarczyłaby aspiryna i witamina C.