na oddział, na którym leży mój dziadek doszło kilku nowych lekarzy. wśród nich jeden biały. i co się okazało? oczywiście, że jest polakiem! spotykam go, kiedy w wolnych chwilach wpada do dziadka, żeby pogadać po polsku.
oto, czego dowiedziałam się od polskiego pana doktora:
nowoczesna medycyna japońska jest mieszanką sprowadzonej z europy przez cesarza meiji medycyny angielskiej (skupiającej się wówczas na epidemiologii i bardziej na chronieniu społeczeństwa przed chorobami lub ich skutkami, niż na leczeniu jednostek) i medycyny niemieckiej (skupiającej się właśnie na jednostkach chorobowych i próbującej zapobiegać przyczynom). do tej mieszanki dochodzą jeszcze elementy medycyny chińskiej w łagodniejszej niż w chinach wersji. dwa główne uniwersytety z wydziałami medycznymi pozostają do dziś pod wpływami, odpowiednio: dawnego podejścia niemieckiego - Tokyo University oraz dawnego podejścia angielskiego - Keio University. na nieszczęście, szpital w którym leży mój dziadek jest związany z Uniwersytetem Keio i z tego chyba wynika niedbałość u tamtejszych lekarzy, o której już pisałam. natomiast pielęgniarki są świetnie wyszkolone.
polski pan doktor opowiadał o podejściu swoich japońskich kolegów. "toriaezu jatte mimasho". oznacza to podejmowanie działania bez zastanowienia, byleby coś robić. Z takim podejściem spotyka się chyba każdy pacjent, który w japonii pójdzie do lekarza choćby z lekkim przeziębieniem. po pobieżnych oględzinach, lekarz w każdym razie, bez zastanowienia zapisze nam antybiotyk. na każde schorzenie. mimo, że czasem wystarczyłaby aspiryna i witamina C.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz