byłam dziś w szpitalu. na odwiedzinach, bo nie dałabym się leczyć japońskim lekarzom. możnaby się spodziewać, że są bardzo skrupulatni i profesjonalni. nic z tych rzeczy. japońscy lekarze mają zwyczaj ignorowania pierwszych objawów śmiertelnych chorób. mam tu na myśli raka. możesz badać się co trzy miesiące, a powiedzą ci, kiedy rak zajmuje już jedną czwartą płuc. a potem jeszcze każą czekać z leczeniem, i zaczynają, kiedy guz powiększy się jeszcze dwa razy.
ale za to warunki w szpitalach mają niezłe. podobno na niektórych oddziałach na jednego pacjenta przypada jedna pielęgniarka. a i tak jest ich za mało, więc firmy rekrutacyjne ściągają pielęgniarki z południowej azji.
na przeciętnej sali jest sześć łóżek, z czego każde odgrodzone od innych otaczającą je kurtyną. tak jakby pacjent miał własny pokoik wyposażony w telewizor i składane krzesło dla odwiedzającego. jedzenie podobno niezłe.
a w drodze do szpitala widziałam automat sprzedający dziesięciokilogramowe paki ryżu różnych gatunków. ale o automatach może kiedy indziej, bo to osobna historia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
dobre :) ciekawe, może to dlatego że japonia ma ponoćnajmniejszy odsetek zachorowalności na raka... więc się nie znają
a foto?
będzie, będzie i foto.
Prześlij komentarz