15 mar 2008

świry

tokio to strasznie bezpieczne miasto. możesz zostawić telefon na stoliku w kawiarni i nikt ci go nie zwinie. zapomnisz gdzieś torby, zaraz ktoś za tobą wybiegnie, żeby ją oddać. nie trzeba się niczym przejmować, na nic uważać. poza świrami.
w gazetach czytamy o chłopcu, który zamordował swoją matkę, pomalował jej ciało na biało, odciął głowę i zaniósł na policję, albo o znajdowanych w beczkach, poćwiartowanych ciałach. ale na morderców i tak nie ma się wpływu.
ostatnio ktoś włamał sie do mojej koleżanki. kiedy wróciła do domu, całe mieszkanie było przewrócone do góry nogami. nie zginęło nic wartościowego. komputer, telewizor, wieża, wszystko zostało na swoim miejscu. zniknęła tylko cała bielizna.
jest w pół do drugiej w nocy. przed chwilą ktoś dobijał się do moich drzwi. kiedy spytałam, kto tam, powiedział, że braciszek. zobaczył przez okno, że siedzę przy komputerze. z jakiegoś powodu chciał, żebym wpuściła w środku nocy nieznajomego faceta do pustego mieszkania. kiedy mu powiedziałam, że już późno, przeprosił i odszedł.

13 mar 2008

病院

byłam dziś w szpitalu. na odwiedzinach, bo nie dałabym się leczyć japońskim lekarzom. możnaby się spodziewać, że są bardzo skrupulatni i profesjonalni. nic z tych rzeczy. japońscy lekarze mają zwyczaj ignorowania pierwszych objawów śmiertelnych chorób. mam tu na myśli raka. możesz badać się co trzy miesiące, a powiedzą ci, kiedy rak zajmuje już jedną czwartą płuc. a potem jeszcze każą czekać z leczeniem, i zaczynają, kiedy guz powiększy się jeszcze dwa razy.
ale za to warunki w szpitalach mają niezłe. podobno na niektórych oddziałach na jednego pacjenta przypada jedna pielęgniarka. a i tak jest ich za mało, więc firmy rekrutacyjne ściągają pielęgniarki z południowej azji.
na przeciętnej sali jest sześć łóżek, z czego każde odgrodzone od innych otaczającą je kurtyną. tak jakby pacjent miał własny pokoik wyposażony w telewizor i składane krzesło dla odwiedzającego. jedzenie podobno niezłe.

a w drodze do szpitala widziałam automat sprzedający dziesięciokilogramowe paki ryżu różnych gatunków. ale o automatach może kiedy indziej, bo to osobna historia.

12 mar 2008

10 mar 2008

zmywak dwa

każdego dnia, żeby zacząć pracę na zmywaku, trzeba podbić kartę. tyle tylko, że karta, to program komputerowy, w którym zamiast podbijać, wprowadza się za pomocą laserowego czytnika swój odcisk palca.
w firmie mojego dobrodzieja, pana Kato, przykładasz do czytnika palec, żeby otworzyć drzwi do biura.
w bankomacie, żeby wyjąć pieniądze, używasz zamiast pinu całej dłoni (działa w ten sam sposób, co palec)

do metra (autobusów i taksówek) wsiadasz używając karty magnetycznej. coś jak karta miejska, tyle że bramka pobiera z niej pieniądze za każdy przejazd. w kiosku używasz tej samej karty, żeby kupić papierosy. to samo przy automacie z colą.

ci fajniejsi nie potrzebują karty, bo mają to wszystko w telefonie. bramka (opcjonalnie automat lub kiosk) nalicza forsę na rachunek telefoniczny.

a ten post nie ma puenty.

9 mar 2008

zmywak raz

kiedy ktoś pyta, co robię w japonii, odpowiadam, że tańczę tradycyjne tańce japońskie i szyję kimona. ale niestety prawda jest taka, że najwięcej czasu spędzam w knajpie na zmywaku. gdyby to jeszcze była sushiya albo ramenya... tym czasem moja knajpa specjalizuje się w watowatym chlebie i zjaponizowanych wersjach europejskich potraw. no ale nie o tym chciałam.

1. jaka jest pierwsza reakcja japońskiej kelnerki, która spotyka pół-polkę pół-japonkę?

- ej, a potrafisz sobie przyłożyć pionowo palec do brwi i policzka i zamrugać powieką?
- (mrugam powieką pod palcem)
- ale ekstra! do tej pory widziałam to tylko w telewizji!!

wyjaśnienie:
japończycy mają tak płaskie twarze i wypukłe oczy, że jak przyłożą sobie palec pionowo do oka, to powieka jest tak ściśnięta, że już nie sposób nią poruszyć.

2. jaki jest pierwszy komplement, który usłyszałam w pracy?

-łał, widać po tobie, że masz grupe krwi A.

wyjaśnienie:
grupa krwi determinuje podobno charakter człowieka. osoby z grupą A są według japończyków porządne i myślą o innych.
a mama zawsze wypominała mi, że wyznaję zasadę "po nas potop". prawda, jaka miła niespodzianka?

pierwszy

podobno już od dawna nikt nie pisze dzienników.
okazało się, że rękopisy jednak płoną.
a zera i jedynki nie.
i plącze ci się to potem po sieci, nie wiadomo ile lat.
a niech się plącze.
przynajmniej z kropką kom jest jakoś bardziej światowo.
nie to co takie zaściankowe pe el.
no bo w końcu w jot pe jesteśmy.